Cena za ochronę

Fot. Jarek Spychała

Kiedy dosiadłem kolejno wszystkich czterech V-Stromów, przeżyłem małe zaskoczenie: to nie nowsze wersje lepiej chronią przed wiatrem i deszczem...

Osłona przed nieprzyjemną pogodą na motocyklach tej klasy jest sprawą pierwszorzędną. Starsze modele 650 i 1000, po ustawieniu szyby w pośredniej pozycji (w DL-ach mamy trzy stopnie regulacji), jeżeli jest też fabryczny deflektor, wyprowadzają strugę powietrza nad kierowcę. Można spokojnie jechać z otwartym wizjerem kasku nawet przy 120 km/h. Poza tym w starszych wersjach szersze są owiewki i reflektory z przodu, a siłą rzeczy i szyba lepiej chroni ramiona kierowcy. Pasażer też nie może narzekać.

"Plusem ujemnym" za tę ochronę jest wężykowanie starszych wersji przy prędkościach maksymalnych. Tylko który użytkownik DL-a czy V-Stroma się z takimi porusza? W nowszych uporano się z tym problemem... zwężając szyby i całą linię motocykla. Ceną za to są z kolei turbulencje na wysokości kasku i ramion kierowcy przy prędkościach autostradowych. W konsekwencji opatentowana przez Suzuki, genialna w swej prostocie regulacja szyby, w najnowszym modelu 1000 nie przydaje się. W praktyce szybę ustawia się w położeniu maksymalnie do góry i do przodu. I tyle. Zastosowanie opcjonalnej, turystycznej szyby daje wyraźną poprawę, ale... wraca tendencja do wężykowania motocykla. Nowe V-Stromy są może i smuklejsze, jednak odbyło się to kosztem osłony przed wiatrem, choć nadal jest ona bardzo dobra. W starszej generacji była genialna.

Warto w tym miejscu wspomnieć o designie. Szeroki przód starszej generacji wyglądał potężnie nawet przy czołgowatych "gieesach" BMW. Smuklejsza, nowa generacja, zwłaszcza w przypadku "sześćsetpięćdziesiątki", ma charakter - by użyć modnego zwrotu - metroseksulany. Według mnie nowy "tysiąc" wygląda z całej gamy najlepiej, choć zdjęcia tego nie oddają.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX