Wasza opinia o Kawasaki Z750

Tekst i zdjęcia: Gracjan Przybyszewski
22.09.2016 15:59
A A A
Stary Kawasaki Z750

Stary Kawasaki Z750 (fot. Gracjan Przybyszewski)

Motocykle towarzyszą mi od 10 lat. Przy ich doborze nie liczyły się walory użytkowe, ekonomia ani przeznaczenie tylko to, czy mi się spodobały. Sytuacja uległa zmianie, gdy dostałem propozycję pracy w miejscu oddalonym o 25 kilometrów od domu. Postanowiłem zamienić weekendową zabawkę w codzienny środek transportu.

750 to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. O wyborze Kawasaki zdecydował fakt, że egzemplarz miał kilka bardzo fajnych dodatków oraz że jego właściciel nie próbował na siłę przygotować go do sezonu i podbić cenę. Rozpoczęła się moja przygoda z Z 750 z 2004 r. - pierwszego roku produkcji.

Jak po przesiadce z GSX-R zniosłem spadek mocy o prawie połowę? Otóż jazda próbna bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Motocykl prowadził się zwinnie i lekko, pozycja za kierownicą była wygodna, zawieszenie świetnie radziło sobie nawet z większymi nierównościami. Do 7 tys. obr./min silnik zachowuje się bardzo grzecznie i liniowo. Powyżej tej wartości zaczyna się szaleństwo. Duży plus za skrzynię biegów, która chodzi bardzo lekko, cicho i precyzyjnie. Brak owiewki oczywiście powoduje większy napór powietrza, ale nie jest aż tak źle.

Uwagi mam do elektronicznego obrotomierza: jest zupełnie nieczytelny podczas jazdy. Nie spodobała mi się też dziwna procedura demontażu siedzenia kierowcy. Ze względu na charakter motocykla mogę śmiało stwierdzić, że znalezienie kilkuletniej "Zetki" bez przygody graniczy z cudem. Niestety plastiki w tym modelu po kilkuletniej eksploatacji nie wyglądają dobrze.

Motocykl wymagał przygotowania do sezonu. Od razu wymieniłem olej, filtr, świece, klocki hamulcowe, opony, płyn hamulcowy i łańcuch z zębatkami. Z częściami zamiennymi nie było żadnego kłopotu. Są typowe, na stronach aukcyjnych można znaleźć dużo zamienników w przystępnych cenach. Za wszystko zapłaciłem około 1600 zł, z czego większą część stanowiły opony.

Przed sezonem postanowiłem również lekko poprawić wygląd motocykla. Wymieniłem dwa wypełnienia za licznikiem i uzupełniłem brakujące śrubki. Ten mały zabieg kosmetyczny kosztował mnie kolejne 150 zł. Dużym szokiem był fakt, że serwis Kawasaki zaoferował niższe ceny na elementy nowe niż te, które można było spotkać na aukcjach internetowych za używane. Po tych inwestycjach udało się przejechać 4,5 tysiąca kilometrów bez najmniejszej awarii.

Jeśli chodzi o akcesoria, to uważam, że są dwie rzeczy, które trzeba wymienić: kierownica (na szerszą) i wydech. Pierwsze nie wiąże się z dużym kosztem, a daje bardzo dużo, jeśli chodzi o komfort prowadzenia i aparycję motocykla. Wymiana wydechu to cięższe pieniądze, dlatego warto poszukać egzemplarza z akcesoryjnym "kominem". Seryjny chodzi przeciętnie, a dowolny akcesoryjny daje cudowny bas. Do każdego ze swoich motocykli dokładałem crash-pady. Tu uwaga dla osób szukających ich na aukcjach internetowych: należy zwrócić uwagę, czy po zamocowaniu i położeniu motocykla na ziemi opiera się on o crash-pad. Właściwy znalazłem dopiero za trzecim podejściem! Inne były po prostu za krótkie.

Na dojazdy do pracy ten motocykl okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez siedem miesięcy nie pojawił się z nim najmniejszy kłopot. Odpalał na pierwszy dotyk, nie miał problemów z wkręcaniem się na obroty, nie było żadnych niepokojących objawów.
Sama jazda była czystą przyjemnością. Dojeżdżam kilkadziesiąt kilometrów bardzo krętą drogą z nie za bardzo równym asfaltem, a motocykl poruszał się po niej bardzo lekko i finezyjnie, zaś nierówności były świetnie tłumione przez zawieszenie. Podczas chłodniejszych poranków ciepło od silnika niwelowało dyskomfort termiczny. O dziwo nawet po jeździe po mokrym nogawki pozostawały suche. Przy jeździe z prędkością około 100-110 km/h średnie spalanie wahało się między 4,8 a 5,5 l/100 km w zależności, ile razy w ciągu tygodnia zdarzyło mi się zaspać.

Podczas dalszej, weekendowej wyprawy (300-800 km) jest już kilka znaczących ograniczeń. Pierwsza, oczywista sprawa to problem z upakowaniem podstawowego bagażu. "Schowek" w zadupku ma kosmetyczny charakter. Mocowanie kufra raczej nie idzie w parze z Z750. Pozostaje plecak lub sakwy boczne. O dalszej wyprawie z pasażerem raczej nie ma mowy.

Po przejażdżce trwającej ponad dwie godziny bardzo wyraźnie czuć, ze kanapa do ergonomicznych nie należy. Tylko obszar ciała obsługiwany przez kanapę odczuwa fakt, że Kawasaki nie jest motocyklem turystycznym, bo podczas długiej drogi nie bolą ani ręce, ani barki.

Na duży plus zasługuje chłodzenie silnika. Nawet po 400 kilometrach, jeździe w korku czy w bardzo gorący dzień temperatura nie zbliżała się do niebezpiecznego zakresu.
Spalanie na trasie za każdym razem utrzymywało się poniżej granicy 4,5 l/100 km. A rekordowo niskie wyniosło zaledwie 3,8 l/100 km. Zasięg motocykla jest całkiem przyzwoity, jednak bardzo szybko zapala się rezerwa: już przy około 40% zawartości baku. To irytujące i wprowadza pewną dezinformację.

Zdarzało mi się wyruszyć z kumplami na ostrzejsza przejażdżkę lub niedzielne "latanie" po zamkniętym pasie dawnego lotniska. Motocykl dotrzymywał towarzystwa sportowym sześćsetkom do około 190 km/h. Prędkość maksymalna - ok. 230 km/h, jednak rozpędzanie się do tej wartości przebiega mozolnie. Przy ostrzejszej zabawie brak owiewki czuć już bardzo mocno. Powyżej 170 km/h jazda była nieprzyjemna. Z750 nie ma najmniejszej tendencji do niechcianego podniesienia przedniego koła. Spalanie przy takim trybie jazdy z pewnością przekraczało 9,5 l/100 km.

Przez cały sezon nie odnotowałem żadnej awarii. Niestety, zdarzyła mi się mała, nieprzyjemna przygoda. Podczas postoju na stromym poboczu podmuch wiatru spowodował, że motocykl upadł na stronę z wydechem. Początkowo wydawało się, że nic się nie stało, lecz po podniesieniu motocykla okazało się, że złamał się set pasażera, który jednocześnie jest wspornikiem komina. W Internecie przeczytałem, że nie jestem jedynym, któremu się to zdarzyło. Ta część lubi się poddać przy byle okazji. Koszt używanego setu to około 150 zł.

Moja przygoda ze starym Z750 zakończyła się po jednym sezonie i 4,5 tysiącach kilometrów. Średnie spalanie przez ten okres wyniosło 5,2 l/100 km. Owszem, przydałoby się w nim parę udoskonaleń (lepsza kanapa, bardziej czytelne zegary, mocniejsze światło przednie, lepsze plastiki), ale z czystym sumieniem mogę przyznać temu motocyklowi 8 punktów na 10 i polecić go każdemu. Dlatego postanowiłem przedłużyć swój romans z Z750, tylko w nowszym wydaniu.



ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (2)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: qlasvw

    0

    Miałem taką Zetkę 5 lat.Potwierdzam ze to świetny sprzęt, skrzynia biegów to mistrzostwo świata. Polecam wymianę filtra powietrza na K&N i przelot tłumik.Na hamowania pokazało 10 KM więcej i 8Nm więcej. Ciężko było mi się z nią rozstać.

  • Gość: Bart

    0

    Mam taką Ztę z 2004r. i prawie ze wszystkim się zgadzam poza kierownicą-moim zdaniem jest za szeroka i przeszkadza w jeździe w korku. Tłumik seryjny jest kiepski ale wymieniłem go na sportowy (teraz czasem nawet strzela). Dobrym pomysłem jest akcesoryjna szybka, która pomaga przy wyższych prędkościach. Osiągi więcej niż zadowalające (pow. 7tys robi sie mały potworek) a spalanie nie takie straszne. Podsumowując: moto projektowane było raczej w kierunku sport/street fighter niz do turystyki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy