Konstanty "Kot" Rogoziński Motocyklista z fantazją

13.11.2017 09:02
"Motocyklista całym sercem" - jak przed wojną mawiano, oryginał z ułańską fantazją. Większość życia związał z motocyklami. O niektórych jego wyczynach krążą niesamowite opowieści. Ciepło wspominany przez Witolda Rychtera w książce "Moje dwa i cztery kółka". Po wojnie próbował wrócić do pracy przy motocyklach, lecz na przeszkodzie stanęły realia polityczne.

Urodził się 1 grudnia 1904 roku w Kijowie. Od dzieciństwa przejawiał zainteresowania techniką, więc rodzice podarowali mu rower. To był jego pierwszy jednoślad. Wydarzeniem, które nasiliło zainteresowanie techniką, był samochód, który ok. 1911 roku pojawił się w rodzinie państwa Rogozińskich. Fascynacja motoryzacją, która wtedy się zrodziła, nie odstępowała go do końca życia.
Po I wojnie światowej ukończył studia na Politechnice Warszawskiej i uzyskał tytuł inżyniera. Od pierwszych powojennych lat związany był z motocyklami. W książce Witolda Rychtera zamieszczono zdjęcie, na którym Rogoziński siedzi na Indianie Scout 750. Miał również kilka innych motocykli.

Kariera motocyklisty

Od połowy lat 20. w tabelach wyników krajowych rajdów i wyścigów motocyklowych często pojawiało się jego nazwisko. Rychter wspominał go jako groźnego rywala. Stawszy się jednym z najlepszych polskich motocyklistów, został zaproszony przez władze wojskowe do cywilnej grupy opiniującej motocykl CWS M55.
Również swoje zawodowe życie Rogoziński starał się związać z motocyklami. Próbował różnych rzeczy, np. w połowie lat 20. wspólnie z Józefem Jakubowskim prowadził przedstawicielstwo angielskich motocykli Excelsior, które wystawiane były w najważniejszych zmaganiach sportowych, np. wyścigach Grand Prix Polski.
Później Konstanty Rogoziński został kierownikiem technicznym taboru motocyklowego Poczty Polskiej. Z tą posadą wiąże się spektakularne wydarzenie, które miało wpływ na dalsze życie Rogozińskiego. W 1930 roku, w ramach wspierania krajowego przemysłu, Poczta Polska kupiła do swojego taboru (składającego się głównie z motocykli Harley-Davidson i Indian) krajowe motocykle CWS M55. Maszyny okazały się jednak bardzo awaryjne, a producent bardzo opieszale realizował reklamacje. Rogozińskiemu nastręczało to ogromnych problemów. W pewnym momencie nie wytrzymał, związał linką, jeden za drugim, osiem uszkodzonych CWS-ów M55 i holując je Harleyem-Davidsonem, przejechał przez miasto do fabryki na Grochów. Przejazd wzbudził niemałą sensację i był szeroko komentowany. Fabryka przełknęła tę gorzką pigułkę i ekspresowo naprawiła motocykle. Rogoziński zaś dostał intratną ofertę pracy w Państwowych Zakładach Inżynierii (producent CWS-ów), oczywiście związaną z motocyklami.

Rekord prędkości - Junak 350

 


Objął stanowisko Kierownika Oddziału Motocykli. Po pewnym czasie przeszedł do Działu Doświadczalnego PZInż. Tam był współtwórcą (razem z Tadeuszem Heryngiem) eksperymentalnego, rekordowego motocykla Sokół 1000, którym w 1933 roku planowano przekroczyć magiczną wówczas prędkość 200 km/h. Na świecie nie był to już specjalny wyczyn, gdyż dokonał go M. Baldwin w 1928 roku motocyklem Zenith-JAP 1000, a w 1932 roku światowy rekord wynosił 244,4 km/h. W Polsce jednak jeszcze wtedy nikt z taką prędkością nie jechał.

Rekord prędkości

Ów specjalny Sokół został przygotowany w Państwowych Zakładach Inżynierii. W bardzo lekką ramę specjalnej konstrukcji wmontowano najnowocześniejszy wówczas, dwucylindrowy, ośmiozaworowy silnik JAP o pojemności 996 ccm, który rozwijał moc ok. 60 KM przy 6000 obr./min. Cały motocykl ważył zaledwie 105 kg. Maszyna nie miała skrzyni biegów, hamulców ani resorowania. Była to rama z kołami, silnikiem i sprzęgłem.
Eksperymentalnego Sokoła dosiadali tylko Witold Rychter i Tadeusz Tomaszewski. Z powodów propagandowych do oficjalnego bicia rekordu nie doszło, gdyż władze wojskowe (zarządzające PZInż.) zabroniły tego, motywując, że motocykl miał silnik angielski, a nie polski. Nieoficjalnie jednak grupka warszawskich motocyklistów kilkakrotnie sprawdziła, na co stać ten „wynalazek” i na podwarszawskiej drodze odbyło się kilka motocyklowych przejazdów z prędkością ok. 200 km/h. Jeden z nich opisał w swojej książce Witold Rychter.

(…) Mój kolega i przyjaciel, inż. Konstanty Rogoziński, zatrudniony w PZInż. w dziale motocyklowym, zaproponował mi pewnego dnia, czy zgodziłbym się dokonać próby ustanowienia polskiego rekordu szybkości na kilometrze, ale na polskim motocyklu PZInż. »Sokół«. Ta propozycja bardzo mnie zainteresowała, gdyż ustanowienie takiego rekordu, i to w wysokich granicach, byłoby doskonałym zakończeniem mej kariery motocyklowej. (…)

Kawasaki H2R - Rekord prędkości, 400 km/h!

 
Potrzebowałem 5 km wolnej drogi do rozpędzenia się, przebycia kilometra z największą szybkością i wyhamowania motocykla silnikiem z wyłączonym zapłonem. Ta odległość była widoczna przez lornetkę. Gdy zatem Kot dawał sygnał, Tadzio Heryng ruszał swym motocyklem M-111, ciągnąc na lince mojego »Sokoła« z wyłączonym silnikiem. Gdy rozwinęliśmy 80 km/h, włączałem zapłon i sprzęgło. Odrzucałem wtedy hak z ucha mocowanego na główce ramy, Tadzio zjeżdżał z linii na prawe pobocze, a ja mogłem już ostro przyspieszyć aż do uzyskania wymaganej szybkości. Potem wyłączałem zapłon i silnik wyhamowywał pojazd aż do zatrzymania się. Wtedy Tadzio przyjeżdżał do mnie i holował do miejsca startu. (…)”*


Do wybuchu wojny życie zawodowe Konstantego „Kota” Rogozińskiego związane było z motocyklami. Był także cały czas aktywnym zawodnikiem. O jego wojennych losach nic nie wiadomo. Prawdopodobnie do Powstania mieszkał w Warszawie. Być może działał w konspiracji, gdyż po wojnie interesował się nim Urząd Bezpieczeństwa (milicja polityczna zwana potocznie „bezpieką”). Przez kilka powojennych lat mieszkał w Wydminach na Mazurach.
Do Warszawy wrócił w 1951 roku. Na początku lat 50. rozpoczął pracę w Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego. Wówczas było to główne centrum konstrukcji i badania pojazdów silnikowych w Polsce. Co skłoniło go do odejścia z tej instytucji? Nie wiadomo. Może panująca tam nagonka i szykany przedwojennych inżynierów, a może stan zdrowia? Po wojnie nie startował już w zawodach motocyklowych, choć gorąco im kibicował.
Na początku lat 60. przeprowadził się na Pomorze. Mieszkał w leśniczówce koło Koszalina. W tym czasie zachorował na nowotwór. Zmarł 20 kwietnia 1964 roku i został pochowany na cmentarzu w Gdyni.
Choć nie jest to związane z motocyklami, warto wspomnieć, że Konstanty „Kot” Rogoziński pojawił się pod pseudonimem „Traper” w książce Włodzimierza Puchalskiego „Wyspa kormoranów”. Według przekazów rodzinnych był on również pierwowzorem głównego bohatera książki Jerzego Putramenta „Odyniec”
* „Moje dwa i cztery kółka”, Witold Rychter, Warszawa 1985.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Konstanty "Kot" Rogoziński Motocyklista z fantazją
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy