Dakar 2018, Sonik na mecie ze złamaną nogą

11.01.2018 09:12
Ostatni pełny peruwiański etap z San Juan de Marcona do Arequipy liczył 266 km odcinka specjalnego i 508 km dojazdówki. Po raz kolejny wszystkim uczestnikom we znaki dały się peruwiańskie wydmy. Chwilowy brak czujności lub błąd nawigacyjny kończył się wywrotką lub zakopaniem pojazdu.

Kolejną szaleńczą próbę wygrania etapu podjął Joan Barreda (Honda). Tym razem z sukcesem. Hiszpan po błędach i stratach poniesionych w dwóch poprzednich dniach całkowicie zdominował środowy etap. Od początku notował najlepsze czasy i ostatecznie wygrał z ponad dziesięciominutową przewagą nad Austriakiem Matthiasem Walknerem (KTM). Adrien Van Beveren utrzymał prowadzenie wśród motocyklistów, ale w czołówce jest bardzo ciasno. Pechowcem dnia był Pablo Quintanilla, który przewrócił się i stracił prawie pół godziny.

 
Cieszę się, że pokonałem dzisiejszy odcinek, bo był naprawdę trudny. Udało się wyprzedzić rywali. Zaatakowałem w końcówce pierwszej części odcinka, bo wiedziałem że będę mógł wykorzystać  przewagę w drugiej części, zwłaszcza dzięki śladom pozostawionym przez samochody. Moja Yamaha przeprowadziła mnie do końca, chociaż było ciężko. Nigdy wcześniej nie widziałem tak luźnego, sypkiego piasku. Chwilami odpychałem się nogami, aby wyjechać z wydmy

- komentuje Adrien Van Beveren:

Polski dakarowy debiutant Maciej Giemza z Orlen Teamu po raz kolejny pojechał rozważnie i zajmuje 32 miejsce w klasyfikacji.

GiemzaGiemza Orlen Team

Za nami dwa bardzo trudne etapy. Te wydmy nawet motocyklistom dały się we znaki, a zawody właściwie dopiero się zaczęły. Przyjęliśmy z Maćkiem taktykę, by jechać do przodu, ale swoim tempem, najlepiej między 25. a 40. miejscem. Maciek trzyma się tej strategii, a jego straty wynikające z błędów to na cały etap łącznie 5, może 10 minut, i to nie jest najgorzej. Jutro czeka nas inny klimat, wjedziemy na duże wysokości. Nie wiemy, jak organizm Maćka będzie się tam zachowywał. Przed startem podzieliłem Dakar na trzy etapy. Pierwszy, peruwiańskie piaski, mamy już za sobą i teraz możemy skoncentrować się na drugim – górzystej Boliwii.

- podsumowuje dotychczasową jazdę Giemzy wspierający go swoim doświadczeniem Jacek Czachor

Rafał Sonik poza rajdem. Zawodnik dojechał do mety ze złamaną nogą

Sonik MediaSonik Media Rafał Sonik

To był niezwykle ciężki odcinek na Polaka. W trakcie próby przejechania wydmy doszło do wywrotki, w wyniku której Krakowianin uszkodził kolano. Sonik pozbierał się i dojechał do mety z 10. czasem. Badania w szpitalu polowym na biwaku ostatecznie pozbawiły go złudzeń o dalszym starcie. Quadowiec osiągnął metę ze złamaniem kości strzałkowej i piszczelowej. Samolot medyczny przetransportował zawodnika do szpitala w Limie.

 Na wczorajszym etapie przejechałem 35 km odcinka po wydmach i 335 km dojazdówki po górach ze złamaną nogą w kolanie. Nie wiedziałem, że to możliwe. Z Arequipy kurs już niestety nie na Boliwię, ale szpital w Limie. Dziękuję, ze byliście i jesteście ze mną!

Ignacio Casale ma ponad 40 minut przewagi nad Alexisem Hernándezem po pięciu etapach i jest zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w klasyfikacji quadów. Kierowca z Chile wygrał do tej pory trzy odcinki specjalne, a na pozostałych dwóch był drugi. W środę Casale stracił nagroźniejszego rywala, gdy wycofał się z rajdu wskutek złamania nadgarstka ubiegłoroczny zwycięzca Siergiej Karjakin.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Dakar 2018, Sonik na mecie ze złamaną nogą
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy