Coraz wyżej, coraz bliżej - Dakar 2018, etap 6.

Szósty dzień rajdu Dakar to przede wszystkim duże zmiany w krajobrazie. Uczestnicy opuścili peruwiańskie wybrzeże, piaski i wydmy, kierując się w kierunku chłodniejszej i górzystej Boliwii. Motocyklista Maciek Giemza, po uwzględnieniu kary, zajął 43. miejsce na etapie i spadł o jedną pozycję w generalce.

Czwartkowy etap był ostatnim dniem rywalizacji w Peru i jednocześnie pierwszym w Boliwii. Uczestnicy rajdu porzucili nadmorskie, suche wydmy na rzecz ośnieżonych szczytów i deszczowego płaskowyżu. Szósty etap został poprowadzony przez góry z przełęczą na wysokości 4722 m n.p.m., brzegiem jeziora Titicaca i kończył się w boliwijskiej stolicy – La Paz. Zawodnicy mieli do pokonania 760 km, w tym 313 km odcinka specjalnego i musieli szybko dostosować się do nowych warunków pogodowych, terenu i dużej wysokości.

 

Ze względu na panujące warunki odcinek specjalny dla motocyklistów został skrócony do 194 km.

Z tego powodu zawodnicy pokonali dłuższą, prawie 400-kilometrową dojazdówkę, aby następnie rozpocząć rywalizację nad brzegiem jeziora Titicaca na wysokości 3812 m n.p.m. Na pierwszych dwóch punktach pomiaru czasu najszybszy okazał się Francuz Xavier de Soultrait (Yamaha), a na dwóch kolejnych na prowadzenie wyszedł zwycięzca Dakaru sprzed dwóch lat, Australijczyk Toby Price. Końcówka należała jednak do jego kolegi z zespołu KTM – Francuza Antoine’a Meo.

Rajd wjeżdża w coraz wyższe partie gór

Wielokrotny mistrz rajdów enduro i motocross wyprzedził o 30 sekund Price’a i Argentyńczyka Kevina Benavidesa (Honda). Na skutek słabszego dnia w wykonaniu dotychczasowego lidera Andriena Van Beverena (Yamaha) prowadzenie w generalce objął Benavides i ma prawie dwie minuty przewagi. Trzeci ze stratą trzech minut jest Austriak Matthias Walkner (KTM).

Jestem naprawdę szczęśliwy. Zostałem liderem Dakaru! Za nami bardzo trudny tydzień, a dzisiaj dotarliśmy do La Paz. Pracowałem bardzo ciężko na tę chwilę. Dzień odpoczynku bardzo mi się przyda, aby naładować baterie na drugi tydzień rajdu. Najważniejsze teraz to zachować spokój i cieszyć się chwilą.

- komentuje Kevin Benavides

Po raz pierwszy na takich wysokościach startował debiutant w Dakarze – Maciek Giemza. Zawodnik ORLEN Team kolejny dzień z rzędu notuje międzyczasy w czwartej dziesiątce. Dzisiaj uzyskał 37. czas, ale po doliczeniu pięciominutowej kary za przekroczoną prędkość na dojazdówce został sklasyfikowany jako 43. W klasyfikacji generalnej stracił jedną pozycję i jest 33.

Dobry dzień Maćka Giemzy z Orlen Team

Dzisiejszy etap jechało mi się najlepiej z wszystkich dotychczasowych. Bardzo szybki i techniczny odcinek o charakterze endurowym. Trzeba było uważać na błoto, ukryte dziury i ciasne zakręty na utwardzonych drogach. Dojazdówka bardzo chłodna i głowa odczuła wysokość ponad 4000 m. Jutro mamy dzień wolny i na pewno będę chciał się wyspać, bo snu brakuje najbardziej.

– mówi Maciek Giemza.

 

Piątek to w końcu zasłużony dzień odpoczynku, czyli rest day. Zawodnicy spędzą go na biwaku w stolicy Boliwii La Paz otoczonej ośnieżonymi szczytami Andów Środkowych. Położone na wysokości prawie 4000 m n.p.m. miasto powinno być dobrym miejscem do aklimatyzacji przed kolejnymi górskimi etapami.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Zobacz także
  • Junak M10 10 kultowych motocykli PRL
  • SuperEnduro WIELKIE ODLICZANIE WKRACZA W DECYDUJĄCĄ FAZĘ!
  • Norton był ostatnią firmą motocyklową, montującą silniki Wankla. Jako jedyny wytwórca zdecydował się na starty wanklem w wyścigach i mimo perturbacji regulaminowych, odnotował nawet sukcesy. Maszyny skierowane do sprzedaży, takie jak F1 (na zdjęciu), były bardzo drogie i nie zyskały popularności. Nietrafione pomysły | Krótka historia silnika Wankla
Skomentuj:
Coraz wyżej, coraz bliżej - Dakar 2018, etap 6.
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy